piątek, 30 września 2011

poniedziałek, 19 września 2011

Twór nie z tej Ziemi!


Marka? Czy Projektantka?

Wykreśliła już kolejną, jesienno-zimową kolekcję. Nie wiem jaką. Dla mnie, ma ona status oczekującej, bo próżno szukać jej na polskich prowincjach. Warszawka zaś stoi otworem i wyłapuje tych spragnionych. A ja będę bardziej lotna, i we francuskim stylu, z nadaną elegancją, ugoszczę Dominikę Nowak i markę NUNC na swoim blogu.

Kreatorka jest nowa i bardzo zjawiskowa. Obsypana nagrodami, a przede wszystkim zdolnościami. Polubiła Ją Europa, polubili Azjaci, polubimy i MY.
Sekret powodzenia? Upubliczniony.

Pierwsza Jej autorska kolekcja jawi się 2 lata temu. Ja przeskoczę jednak rocznik i mowę rozpocznę od ubiegłego lata, gdyż historia znajomości sięga "czasów paryskich".
Zbiór projektów jest niewyrazisty i może być niezrozumiały. Kolekcja jest inna, bo "niedzisiejsza". Daleko jej do marek sieciowych czy bardziej luksusowych.
Polska Projektantka obiera jeden kierunek i nie podążą trendami. Używa prymitywnych materiałów. Rzeczę, jest dość oryginalnie. I nie tylko na moje uhonorowanie przychodzi czas. Skoro jest już w Vogue'u, to czy można podskoczyć jeszcze wyżej?
Primo, to smukły kształt. I ten obcas. Marc Jacobs oszczędza na składowych swoich "produktów", a Madame ceni jakość i fabrykuje w Polsce.
Zaskoczyła mnie pewność siebie. Buty są wygniecione, wywinięte na zewnątrz; w tonacji szarej, czarnej, beżowej, bladej czy złotej. I w stosunkowo dużej ilości, jak na pierwszy rzut oka. Jednak projektantka ceni unikatowość. Bez porównań i powtórzeń.



Jesień/zima 2010, to dzisiejsze trendy. Blado na jej tle wypada "ceniąca się Zara", bo od kogoś trzeba było zżynać, prawda? A mój ulubiony magazyn "Twój Styl" tylko przyklaskuje tym jakże zaskakującym "nowościom".


Plus, to płaska podeszwa, nawet jeśli klientelę stanowią mieszkanki krajów "ciepłolubnej" zimy. Powala mnie zgrabność butów, bo to one świadczą o nas samych.
Kolekcja dostępna była w poszerzonej gamie wysokości. Od kostek aż po kolona. W wersji (dla nas Polaków) letniej- do grubych rajstop, i pełniejszej (czyt. zabudowanej) - na zimniejsze poranki.
Niejednolicie jak na ówczesną porę i projekty. Było metalicznie, „ciapato”, standardowo i miodowo. Mnie urzeka czarna i gładko zaczesana sierść stanowiąca główny materiał. Dodatkiem był pasek otulający but. Niby tak inaczej, trochę klasycznie. Ładnie, acz nie zjawiskowo, bo show fajerwerk jest zwyczajnie niepotrzebne.




Tegoroczne lato to elegancja. Kwintesencja kobiecości, czyli lata 20 wieku ubiegłego. Pani Nowak daje Nam jeszcze więcej. Mocna trzyma się "podstawy", ale na francuskie salony wprowadziła sznurowadła. I nie tylko. Mamy łączone skóry w basicowej tonacji. Faktury nie pozostają obojętne. Śliskie z włochatym? Daje radę!
Mnie do gustu przypadły wyprofilowane botki, w kolorze "cieplejszego oranżu".
Idealnie, bo na rodzimych ziemiach tylko neony są trendy.


Jak będzie dalej? Ciekawie czy kolorowo?
Zima to ewolucja, bo rewolucje "nie leżą w modzie".
Coś mnie zaskoczyło, ale o tym później.

Do pracy Rodacy, i Pani Nowak nie pozostawiajmy osamotnionej!
Głodnych projektów, odsyłam do www.nuncfashion.com

Z uprzejmości,
as

Stylizuję!




Model - Laura Łuczak
Photographer - Aleksandra Świątkowiak
Stylist - Alicja

czwartek, 15 września 2011

Piersi przodem!

Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek,
A na tym stoliczku.. Finałowa szóstka designerów mody.

New York Fashion Week (RTW Spring 2012) miał się okey. Vogue opublikował kolekcje aż 40 projektantów, a ja intuicyjnie wybrałam pięciu.
Do ich pozycji w alfabecie przypisałam cyfrę, zatem: a=1, b=2, c=3, etc.., i pomyślałam o "jedynce", 9, 18, 27 i liczbie "trzydzieści trzy".
W publikacji nie chcę zapomnieć o perełce, i chlubnie witam Victorię Beckham!

Pierwszeństwa ma... (3.1) Philip Lim.
Jego "tematyczna" kolekcja da nam powiem lekkości i zwiewności, takiej delikatności. Będzie pastelowo i przezroczyście, nie tylko na biuście, ale i na stopach! I tym razem, połysk nie zostanie przemilczany, a miesiącami wielbiony "granat" zostanie pominięty. Jak każdy wspaniały, i on przedstawia kleksy? Nie spodziewałam się, ale jest dość ładnie.


"Dwójka" to Diane von Fustrenberg i kwiaty.
Biel wiedzie prym, w parze z plisowaniami i pionowymi paskami. Pojawiła się dzianinka i nierozerwalne 3-kolorowe połączenia: turkusy + beże + brązy. Kobiety są męskie. Przywdziejemy marynarki i pełne buty. Blask nas nie opuszcza, a żółte dodatki (mini torebki i szorty) będą rzucać się w oczy, a może "po oczach"?
Mam wrażenie, że Projektantka stworzyła kolekcję lekko nonszalancką. I warstwową. Dodatki zostały ograniczone, ale o poranku o oprawkach nie sposób zapomnieć.


W mojej wyliczance, kolejne miejsce przypisałam duetowi tworzącemu brand Ohne Titel.
Pierwszy raz spotykam się z marką i kolekcją, i trudno o moje wartościowe wnioski. Nieobce są połączenia: czerwień & beż, granat & czerń czy może "wyblakła" biało-czarna para. Żółty i pistacjowy rozkosznie prezentuje się na opalonej skórze, a akcesoria, to tylko złote pióra zawieszone wokół szyi.


Reed Krakoff lubi ptaki, i ich wzornictwo przedstawia na swoich projektach. Mogę rzecz, że jest dość basicowo. Modelki odziane są tkaninami koloru białego, żółtego czy czarnego, natomiast suknie są powłóczyste. Spódnice to prostokątne, galaretowate oranże.


"Piąteczka" jest jednobarwna, ale bardzo wyrazista.
Projekty nie są powielane. Zabrakło słów, aby opisać kolekcję The Row.


Zadanie zostało wykonane, a "wybrana" zostanie ukoronowana.

Victoria Beckham jest moją ikoną mody.
Naród wyśmiał ją za jej ambitny plan bycia designerką. Hmm, a ja bezczelnie zapytam.. I komu teraz powinno być głupio?
Jej wiosenna kolekcja jest niegroźna. Madame wylansuje baseballówki. Łączy granatowe płaszczyki z czarną skórę. Duże, najlepiej pomarańczowe torby nosimy pod pachą. Proste sukienki i zamki. Dodała fajny akcent, połyskujący wrzos bądź błękit nieba zabłyśnie nam na warstwowo układających się rękawach kurtek.
Zaskoczyły mnie buty. Są niewysokie szpile i płaskie podeszwy. No właśnie, a jaki kolor mają podeszwy? Odpowiadam, czerwony!!! Mocny policzek dla Christina Louboutin.





Nie widziałam kolekcji wszystkich projektantów. Zabrakło jednej. Gdzie jest Eva Minge?

wtorek, 13 września 2011

Oto i on... Lans na Anię Kuczyńską już jest!

Przebranżowię się.
Przywiązuję się do marek i jestem im wierna. Jak bielizna to od Intimissimi, jak spodnie to z ZARy, torebki od Mango, a kawa tylko z kofi (Coffee Heaven). Tak jest na każdym kroku. Nawet z magazynami. Czytuję tylko "Twój Styl" i Vogue'a.
W oczekiwaniu na najnowsze wydanie "TS", zaopatrzyłam się w październikową edycję "ELLE". Bez chęci i przekonania, bo "coś" czytać wypada. I tak "doszłam" do artykułu o Ani Kuczyńskiej i jej popularności..

Polską Projektantkę mody, (osobiście) poznałam dwa lata temu. Już wtedy (intuicyjnie) jej styl stał się przyjazny i mnie. Duża skromność, podstawowe kolory i bardzo charakterystyczny znak rozpoznawczy (jej) marki. Wszystko na duży plus.
Mawiałam, że jest ona w gronie moich "fajniejszych" designerów mody, a moi znajomi nie wiedzieli o kogo chodzi, bo tylko Zienie, Baczyńskie czy duet Paprocki&Brzozowski są w czołówce NAJlepszych.
Nie pamiętam, abym w przeciągu 24 miesięcy, kiedykolwiek czytała o Pani K. Było cichuteńko. Tylko "Fashion Magazine" wspominał o jej kolekcjach podczas polskich edycji FWs. Do dzisiaj.
Tak oto, dowiedziałam się, że na topie jest noszenie ubrań sygnowanych nazwiskiem "Kuczyńska". I my Polacy polubiliśmy (w domyśle: zaakceptowaliśmy) ją. A może to wszystko zahacza o tolerancję, bowiem pierwsza polska stylistka mody- Monika Jaruzelska stworzyła autorską markę "MJ"? Czyżby "Dobre, bo polskie" stało się nowym (narodowym) trendem? Odpowiadam.. Tak, i to całkiem lanserskim (jak widać).

Nie oceniam, nie oczerniam, tylko obserwuję.

Miłego tygodnia, Czytelnicy!
AS

środa, 7 września 2011

piątek, 2 września 2011

Mój szkolny mundurek

1 września każdego roku, niezależnie od pogody czy naszego humoru, "rozpoczyna się szkoła". W dniu wczorajszym, w mieście wiecznie trykających się koziołków, był "boom" biało-granatowych uniformów i gama różnordności stylów (uczniów).
Wielu z nich wpisało się w standard i przywdziali oni wyblakły (a może leciwy?) mundurek. Świetna kompozycja, przynajmniej szacunek wobec grona pedagogicznego został zachowany i niezachwiany.
Nie będę upierać się, że tylko klasyka jest "naj". Wręcz przeciwnie, docenię aktualizacje i zmiany (jakkolwiek będą one interpertowane).
Jedna z teorii mody, mówi, że "Moda jest ewolucyjna, a nie rewolucyjna". I tak to ma się wobec tego, co nakładamy na siebie, zatem pozwolicie Państwo, że...

Schemat pozostanie nienaruszony.
Panny, bo głównie o nich będzie mowa, wybierają wzorcową "górę" i nie myślę tylko o koszuli. Były tuniki, sukienki (nawet i moja, najnowsza), bardziej "właściwe" koszulki, a nawet sweterki. Większość z nich nie gryzła się z tradycją pierwszego dnia szkoły. Dół? Jak kto lubi, aniżeli jak kto woli.
Czarnych spódniczek było od groma, ale najbardziej topowej długości maxi (mojej tegorocznej faworytki), nie zauważyłam u żadnej z Panienek. Królowały cienkie i grubsze (40 den) rajstopy, bo pogoda jest średnio-wyjściowa na gołe nogi, jednakże i kilku bohaterek doszukałam się.
Bardziej niż kurteczki, pojawiły się owdziane sławą trencze à la Burberry.
Torebki nie umniejszały swoją rangą. Były to pikowane Chanelki albo pakowne Mulberry. Nawet masowo kopiowany Hermès Birkin i mnie uraczył. Innych akcesoriów nie było. Dość skromnie i prawidłowo. Zachłysnełabym się mówiąc, że wydarzenie otwierające kolejny rocznik było bez skazy.
Nie spodobały się przerysowane makijaże. Za dużo rzęs, kresek i pomadek.
Róże, czerwienie i pomarańcze na ustach są zarezerowane na wieczorne wyjścia i nie ma żadnych ustępstw. To nie jest mój styl czy dzisiejsze niewyspanie, tylko każda bardziej mądra książka niż ja, mówi o naturalności twarzy w ciągu dnia. Ba, to już jest kanon do z a a k c e p t o w a n i a.
Jeansowe szorty noszą się nieustannie. Mogą być zimą i wiosną, bowiem i one są już normą przyjętą w szkołach (nawet i w tych najlepszych), aczkolwiek w dniu wczorajszym, ich pojawienie, było zwyczajnie niestosowne. Przemilczę długości, a właściwie to ich brak.
Kiedyś przeczytałam, że świat jest reprezentowany przez 200.000 różnych subkultur. Istnieją i mnie nie przeszkadzają. Bynajmniej "Emu" bez jednego poprawnego elementu "Pierwszego dnia budy" nie budzi mojego respektu.


Dzień jak co dzień, kolejny- odfajkowany. Ja byłam mile zaskoczona, że Rodzice mają jeszcze wpływ na swoje pociechy, bądź one same mają trochę oleju w głowie, aby nie mylić tego, co jest ważne z tym, co jest codzienne.


Z troski o Młodszych, miłego dnia!
as